Nagroda
15.12.2008, 00:26
Za te trzy lata, za te straty moralne, za to spustoszenie w umyśle, za te chwile szczęścia i zawodu, za ten stres, za udawanie, za nowe znajomości, za pomoc bliźniemu, za wysiłek, za wytrwałość, za wolę, za sukcesy, za wyrzeczenia, za cierpienia, za te łzy wylane, za noce nieprzespane, za to co mogło być, a nie było i za wszystko, co się wydarzyło, za życie... pięknie mi podziękowano - dostałam nagrodę. Dostałam odpowiedź dlaczego i co dalej. Dostałam wszystko, czego chciałam - "to krótkie, lecz piękne życie".
Na takim koncercie jeszcze mnie nie było. 12.12.08 Łódź, Dekompresja. Zagrała Coma. Byłam tam z Enderem. No co ja mogę powiedzieć? Koncert był świetny! Głośny, tłumny, bolesny, wyczerpujący, pozytywnie nastrajający! Gardło mnie boli, mówić nie mogę, jestem poobijana i mam zniszczone obuwie. Z wrażenia zasnąć nie mogłam, Hipertrofii wciąż słucham. Publikę łódzką podziwiam, oprócz tej małej blondynki, co usilnie wciskała mi łokieć pod żebro. Ender... powiedz jak było, bo mnie słów zabrakło! :)
Wartości Rozsypane
04.12.2008, 12:38
Poczułam nieodpartą chęć westchnięcia. I oto wzdycham: ech. Sprawy trochę się skomplikowały, rzeczywistość jest trochę inna niż miała być, nadziei trochę już brakuje, brakuje również trochę sił. Pomysły mi się kończą - jak utrzymać szczęście na dłużej? Przejrzyjmy mój system wartości: miłość, przyjaźń, zdrowie najbliższych, hobby, szkoła, praca, pieniądze, podróże... itd. Trochę oklepany zestaw, ale jakże czytelny. W miłości jest tak, że miało być, a nie jest. W przyjaźni jest tak, że już prawie nie ma. W zdrowiu najbliższych zaczynają pojawiać się poważne braki. Na hobby nie ma czasu. Szkoła zabiera i nie daje nic w zamian. Pracy już nie ma. Podróże już tak nie cieszą, bo i cel inny i potrzeba nie ta sama. Podsumowując - wartości mi się rozsypały. Stoję więc nad nimi, łzę uronię, pozbieram, poukładam i pobiegnę do sklepu po klej... Tylko kiedy i za co go kupię? Ukradnę! Tylko gdzie znajdę taki mocny klej, żebym już nigdy nie musiała patrzeć na swoje wartości z tej perspektywy?
Kulinarne Zwierzenia
01.12.2008, 13:39
W miniony weekend zmierzyłam się z prawdziwym kulinarnym wyzwaniem. Zadanie polegało na zaspokojeniu kubków smakowych mego lubego. Okaz to dość wybredny, byle czego nie tknie. Choć utrzymuje, że jest wszystkożerny to obawiam się, że za ustawiczne podawanie zupy z glonów mógłby odjąć mi kilka punktów promocyjnych... Zażyczył sobie zapiekanki. Do sprawy podeszłam nader ambitnie i z zaangażowaniem – znalazłam przepis, odrobinę go zmodyfikowałam, według własnych przemyśleń, zakupiłam potrzebne składniki oraz narzędzia i tak przygotowana zabrałam się za kucharzenie. Luby trochę po-przeszkadzał, trochę po-pomagał – bilans wyszedł mu na zero. Efekt w postaci zapiekanki z ziemniakami podbił nawet moje serce. Jest kilka niuansów, które zamierzam ulepszyć następnym razem, ale przynajmniej będzie następny raz!
Eksperymenty kulinarne wykończyły moją psychikę (uda się, czy się nie uda), więc następnego dnia zamówiliśmy śmieciowe jedzenie, które uwielbiam. Musze jednak przyznać, że po uczcie, jaką sama sobie zgotowałam frytki już nie miały dawnego smaku. I oto konkluzja – chcę zjeść dobrze, muszę sama sobie to jedzenie przygotować! Drżyj zatem kuchnio, w której (przy)gotowaniem tym będę się zajmować!
Czego Ja Właściwie Chcę?
24.11.2008, 23:25
Kiedy źle trafisz i ponosisz tego konsekwencje może uda ci się zauważyć pewne rzeczy, których nie dostrzegłbyś, gdyby nie twoja pomyłka. Kiedy po pewnym czasie pomyłka zaczyna przynosić korzyści zastanawiasz się, czy na pewno nią była. Gdy tak błądzisz, analizujesz... zaczynasz myśleć o tym, co by było, gdybyś postąpił inaczej. Wtedy już tylko krok do zadania sobie pytania: Czego ja właściwie chcę? Przerażające jest to, co uświadamiasz sobie potem!
Wyzwanie
20.11.2008, 00:18
Wiecie, tak sobie pomyślałam, że opowiadam tu o sobie, o swoich prywatnych sprawach... Ekshibicjonizm w pewnym szczególnym znaczeniu trochę mnie kręci. Chcę zmierzać w stronę sztuki – muszę się otwierać... Tak, otworzyłam się, nie wyobrażacie sobie nawet jak bardzo. Ale nie o tym teraz. Mam dla Was wyzwanie! Nieważne kim jesteś, jak trafiłeś na tą stronę, czy Ci się tu podoba, czy nie... proszę, abyś napisał/a pod tym wpisem coś o sobie. Może to być jedno słowo, które określa to jaki/a jesteś... jedna myśl... zdanie, może być nawet całe opowiadanie. Chcę wiedzieć, przed kim się otwieram.
PS. Nie musisz się podpisywać.
Dzięki!
My Name Is
17.11.2008, 13:57
Miniony szalony weekend będę wspominać długo. Doborowe towarzystwo i mnóstwo możliwości.
Zaczęliśmy od uradowania naszych kubków smakowych, zarówno pokarmem jak i napojem. Po oszołomieniu szarych komórek odpowiedzialnych za hamowanie chęci wywijania kończynami na parkiecie w rytm tego, co akurat grają zaczęliśmy korzystać z wolności, jaką daje lekkie upojenie alkoholowe. Chwilowe obniżenie poziomu dobrego nastroju zapewniła nam grupka emigrantów-którzy-właśnie-wrócili-i-myśleli-że-uda-im-się-coś-wyrwać-na-połamany-angielski. Ale nie z nami te numery! Zmiana lokalu zaowocowała jeszcze wygodniejszymi kanapami, jeszcze głośniejszą muzyką i pogubieniem całej reszty szarych komórek. Do domu wróciliśmy, jak na homo-sapiens przystało - na dwóch nogach.
Regeneracja sił życiowych była konieczna, bo już następnego dnia urządziliśmy maraton filmowy! Na początek bardzo soczysty brytyjski + szczypta kanadyjskiego w filmie "Boy A". W kinie zobaczyliśmy Boy’a "B" - jak Bond. Nie wierzę takim filmom, śmieszy mnie "rozwalanie helikoptera za pomocą radiowozu" (to już scena z nieśmiertelnej "Szklanej pułapki"), ale na krótkie listopadowe szare dni z zahaczeniem o długie listopadowe zimne noce film taki wydaje się być w sam raz - urzekły mnie widoki Sieny (zamierzam pojechać tam na wakacje). Z cyklu "My name is..." polecam "My name is Earl" - serial komediowy, o złodziejaszku, który się nawrócił. Po dobiciu resztek szarych komórek piwem jasnym pełnym przyszedł czas na komedię romantyczną - "Co się zdarzyło w Las Vegas"... I na koniec mam jeszcze pytanie: "Czy Tamara jest w domu?", czyli jak to mawia mój brat - porcja "Niezaznajomionych".
Niedzielny wieczór pozostał już tylko po to, by pozbierać porozrzucane wspomnienia, zamknąć je w jakiejś skrzypiącej szufladzie mojego umysłu, do której od czasu do czasu będę zaglądać nim znów nie zapragnę przeżyć czegoś podobnego. Salut!
Masz To Miej, Nie Dawaj Tego Mnie
11.11.2008, 14:40
Sądzisz, że wiesz. Wydaje Ci się, że jesteś lepszy, bo poznałeś prawdę. Odkryłeś ją sam. A co, jeśli prawdy nie ma, albo nie jest nią to, co znalazłeś? Jeśli jest... A może nie ma?
W czym jesteś lepszy? W posiadaniu? Nie muszę mieć, żeby być! Nawet jeśli mieć oznacza być. Nawet jeśli tajemnicą bycia jest posiadanie tego, co trzymasz. Zatrzymaj to dla siebie! Nie chcę tego!
Nawet nie zapytałeś... Wciskasz mi coś, czego nie pragnęłam! Bo w twoich oczach jestem gorsza, chcesz mnie ulepszyć, żebym była taka jak ty? Nie.
Odpuść, bo jeśli będziesz trwał przy zamiarze zmiany mnie, naprawy mnie, ulepszenia mnie... to zacznę interesować się chęcią popsucia ciebie, pogorszenia ciebie!
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13