rss
login
ewa adach - artistic blog logo
 
 
 
Masz Wiadomość
01.9.2009, 12:43
mail
W filmie o tym samym tytule Meg Ryan jako Kathleen Kelly wyczekuje na upragnionego maila przed ekranem swojego laptopa. Kiedy pierwszy raz oglądałam tą komedię romantyczną urzekło mnie bycie on-line, pisanie wiadomości w trybie przypominającym chat, dźwięk programu odbierającego pocztę, mówiący o tym, że "masz wiadomość".
Jakiś rok temu, kiedy miałam okazję pracować na stanowisku koordynującym, gdzie moim zadaniem było przede wszystkim odbieranie niezliczonej ilości maili ten zachwyt lekko opadł ;) Dźwięk informujący o nadejściu wiadomości napawał mnie niemalże przerażeniem! Wtedy też nauczyłam się, że pierwszym programem, jaki uruchamiam po starcie komputera, jest właśnie program do odbioru poczty.
Dziś sytuacja wygląda inaczej (najpierw odpalam photoshop'a ;P)... Owszem, przyzwyczajenie dotyczące pozostawiania zalogowanej skrzynki gdzieś tam we mnie tkwi i z jednej strony jest to duży plus – jestem na bieżąco - jeśli ktoś do mnie napisze mogę zareagować w trybie natychmiastowym. Są jednak i minusy... I o tym właśnie chciałabym dziś opowiedzieć.
Jakiś czas temu pisałam o spamie, który przybiera na oryginalności. Okazuje się, że jeśli jesteś posiadaczem najzwyklejszej skrzynki pocztowej (bez wykupionych pakietów antyspamowych) częstotliwość otrzymywania spamu jest uzależniona od czasu, w którym jesteś zalogowany! Im częściej masz otwartą skrzynkę, tym więcej reklam zalewa twojego maila.
Kolejnym powodem do zdenerwowania są wirusy atakujące twoją skrzynkę. Nie do końca wiem, jak działa mechanizm takiego wirusa, ale wygląda to mniej więcej tak: odbierasz maiala pochodzącego z nieznanego źródła, a po jakimś czasie zaczynasz dostawać informacje od MAILER-DAEMON'a z informacją, że wysłanie wiadomości na wskazany adres nie powiodło się... a ty pytasz: "jakiej wiadomości?" "przecież ja nic nie wysyłałem!", a i mail adresata wydaje ci się obcy, nie wspominając o jego treści (u mnie wirus rozsyłał wiadomości o viagrze!). Zwykle w takiej sytuacji wystarczy po prostu zmienić hasło dostępu do skrzynki. Najsilniejsze hasła to te, które mają dużo literek i cyferek, więc warto przy narzuconej przez wirus zmianie pomyśleć o takim, które nie podda się atakom, jak to poprzednie ;)
I na koniec dobra rada dla wszystkich posiadaczy kont pocztowych w Internecie - jeśli ktoś zapyta Was o adres poczty, to wcale nie musi chodzić o Waszego maila! :D Tak, tak... w XXI wieku znalazło się miejsce dla starej, dobrej Poczty (w naszym przypadku) Polskiej! Co prawda listy polecone "idą" dłużej niż zwykłe, a za przesłanie cięższej koperty płaci się mniej, ale nie zważając na tą upośledzoną logikę poczta tradycyjna ma się dobrze, bo listonosz jeździ teraz samochodem, a nie jak dawniej rowerem :)
Czarny Worek
22.8.2009, 14:45
worek
Zabawnie było przemierzać miasto ze sztalugą zapakowaną w... dwa czarne worki! Okazuje się bowiem, że nic nie zwraca tak ludzkiej uwagi jak właśnie wspomniany czarny wór. Ciekawość wypisana na twarzach mijających nas osób sprawiła, że zaczęłyśmy z mamą głośno żartować z zaistniałej sytuacji (pomoc przy transporcie sztalugi uzyskałam właśnie ze strony mamy :) dziękuję :*). I tak oto zaczęłyśmy snuć historię o mężu, który ugotował zbyt słoną zupę i za karę wylądował we worze :P że jak ktoś nam podskoczy to też do wora trafi :P ogólnie czarny humor, prawie tak czarny, jak ten wór!
Z tajemniczym pakunkiem podążyłyśmy na przystanek. Szkoda, że autobus akurat nam odjechał, a następny miał być za 1,5h (właśnie dlatego mama zadzwoniła po tatę, który odebrał nas z parkingu przy przystanku). Bo o ile prywatny środek transportu jest szybki i komfortowy, o tyle w komunikacji miejskiej na pewno byłoby zabawniej!
Nie narzekając już więcej stwierdzam, że przyjemnie było taszczyć czarne wory. Dawno z mamą sobie tak nie pożartowałyśmy, a i zawartość mnie uszczęśliwiła! Mam oto własną, nowiutką, studyjną, wykonaną z drzewa bukowego sztalugę - jest piękna! Jest moja :)
Przy jej rozpakowywaniu nuciłam "Czarny worek" z "Miastomanii" Marysi Peszek. A teraz to już nie pozostaje mi nic innego, jak coś zmalować!
Muzyczne Pewniki
15.8.2009, 19:07
linkin park, papa roach, coma
Ogólnie rzecz ujmując moje gusta muzyczne są uzależnione od mojego nastroju... a że ten zmienia mi się z zaskakującą częstotliwością, to i dźwięki wydobywające się z mojego głośnika są bardzo rozmaite.
Ale mam kilka muzycznych przystani. Albumów, a raczej całych dyskografii kilku wybranych zespołów. Takimi muzycznymi pewnikami są: Linkin Park, Papa Roach i Coma. Znam większość ich utworów, część z nich jestem w stanie (zwłaszcza kiedy jestem w stanie...) zawyć do księżyca! :P
W swym miłym żywocie byłam kilka razy na koncercie Comy - a za każdym razem było coraz lepiej i lepiej. Prawdziwe muzyczne uczty! Zdarzyło się również, że pojawiłam się na jedynym w Polsce koncercie Linkin Park. I to także było niesamowite przeżycie! A teraz przyszła kolej na Papa Roach :) Pierwszy raz w naszym kraju - 27 września, warszawski klub Stodoła :) Już zarezerwowałam nocleg, Andrzej ma kupić bilety. Ze szczęścia oszalałam... bo tylko tego mi brakowało.
Muzyka Pomocna W Sposób Naturalny
01.8.2009, 16:01
cool_music
Niedawno miałam zamiar napisać o bardzo dziwnej rzeczy, jaką spostrzegłam w naturze. Chciałam przeprowadzić dochodzenie mające na celu wyjaśnienie tego zjawiska. I nawet wpisałam w google słowa pasujące do opisu tego, co zobaczyłam, ale... ale na razie nic na ten temat nie znalazłam. Zagwozdka jednak jest to dla mnie niebagatelna. Zamierza wkrótce poświęcić chwilkę by wyjaśnić dlaczego zobaczyłam to, co zobaczyłam. Wtedy też przedstawię Wam zarówno przedmiot mojego zainteresowania, jak i (mam nadzieję) jego objaśnienie.
Tymczasem wspomnę o pewnej metodzie pracy, jaką nieoczekiwanie przyjęłam, a która okazała się niezwykle skuteczna.
Ostatnio tyle wokół mnie zamieszania, że miewam problemy ze skupieniem się na najbardziej priorytetowych sprawach. Lekarstwem na moje kłopoty okazała się muzyka.
Nie od dziś jest ona związana z branżą IT, czy może jeszcze szerzej - z "komputerowcami" (!). Wszelkiego rodzaju dźwięki, nieważne czy ambitne bardziej, czy też mniej, byleby "coś" w tle leciało, kiedy pochłonięci jesteśmy bez reszty jakimś projektem, grą, programem, itp.
To, o czym za chwilę napiszę może wydać się Wam z lekka masochistyczne, jednak pamiętajcie, że nikogo nie zmuszam, by wypróbował moją metodę.
W zaciszu własnego pokoju, nie szkodząc nikomu uskuteczniam "katowanie kawałka". Sama idea nie jest innowacyjna, jednak zastosowanie wymagało przemyśleń. Otóż "katuję" wybrany utwór muzyczny w ścisłym odniesieniu do projektu, który w danej chwili mam na tapecie. Projektując np. stronę, która posiada jakiś klimat wyszukuję muzykę zdolną podkreślić ten nastrój. Ograniczam się do jednego utworu i włączam funkcję zapętlenia, by słuchać go w kółko podczas pracy. Dzięki temu bardzo szybko wczuwam się w to co robię i problemy z koncentracją nie są w stanie mi przeszkodzić!
Niestety są też negatywne skutki mojej nowoodkrytej metody pracy. Przy ciągłym odsłuchiwaniu tego samego utworu zatracam świadomość w takim stopniu, że nawet nie zauważam, iż napisałam i opublikowałam najgłupszy wpis na mypoint jak do tej pory! :P
Trzymajcie się ciepło, a ja wracam do pracy :)
Chill The F**k Out
23.7.2009, 22:15
chill_out
Jeśli nie mam żadnych obowiązków, powinnam czuć się wolna. Jeśli jestem wolna, powinnam mieć dużo czasu na przyjemności. Jeśli to, co robię, sprawia mi przyjemność, powinnam być zadowolona. Jeśli jestem zadowolona, stres powinien być mi obcy. Jakie to proste...
Nie mam żadnych obowiązków. Jestem wolna, a to co robię sprawia mi przyjemność i wywołuje u mnie poczucie zadowolenia.
A jednak gdzieś z tyłu głowy obija mi się pojęcie "stres". Strach przed tym, że nie będę dobra w tym, co robię, że kiedyś będę zmuszona porzucić to co kocham, że ktoś stwierdzi, iż to co robię nie ma sensu. Ten strach wywołany nadmierną analizą własnych poczynań powoduje stres, o którym wspomniałam wyżej. Takie ćmienie, jakby to ujęła córka koleżanki koleżanki pani Goździkowej.
Mój kolega stres, jak to z kolegami bywa, ma i dobre i złe strony. Może motywować mnie do działania albo powodować kłopoty z koncentracją (w najlepszym wypadku). Zastanawiam się jednak, czy kiedykolwiek mnie opuści... O ile zwykłych kolegów nie można być nigdy pewnym, o tyle mały stresik będzie przy mnie chyba zawsze. A to dlatego, że mi zależy. Chcę być dobra w tym co robię (bardzo, bardzo dobra), chcę robić to co kocham i pragnę by to wszystko miało sens, było potrzebne i w jakimś stopniu budowało lepsze jutro.
Utopijne marzenia młodej głowy. Na pewno wielu przede mną i wielu po mnie będzie myśleć w podobny sposób. Jednak ja i mój stres chcemy to zrobić - chcemy się wyluzować i dobrze bawić podczas tego życia!
Kolejny Semestr Zaliczony
12.7.2009, 17:06
kolejny_sem
Dziwnie to wszystko wyszło w tym semestrze. Sesja trwała niby dwa tygodnie, a ja mam wrażenie, jakby to było pół roku. Te kilka godzin (bo nawet nie można mówić o dniach) rozciągnęło się złośliwie i zmusiło mnie do nieustannej migracji na trasie Kielce-Łódź oraz Łódź-Kielce. Można było pojechać raz, zdać wszystko i zapomnieć. Tylko los nie chciał tego zrozumieć. Przygotował mi nie lada wyzwanie. Np. to, jak jednego dnia miałam egzamin o godzinie 11:15 w Łodzi, PKS do Kielc 15 minut później, 3,5-godzinną jazdę i umówioną wizytę u lekarza w Kielcach o godzinie 15:15! Policzcie sami... I wiecie co jest najbardziej zabawne? Że zdążyłam ze wszystkim! Niepojęte! (i niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że wiedział, że sobie poradzę, to... :P)
Prawda jest taka, że sesja wykańcza człowieka. Udało mi się jednak przez to wszystko przebrnąć. Wróciłam właśnie do domu z ostatnich egzaminów. Indeks leży w dziekanacie, a ja... a ja chyba mam wakacje.
My Design
05.7.2009, 12:47
b_day
Jak widać na załączonym obrazku mypointofview.13k.pl przechodzi kolejne zmiany. O ile sam układ jest już taki, jak być powinien, o tyle kolorystyka, czy grafika potrzebują jeszcze odrobiny pracy (zmiany są w toku).
Jakieś propozycje? Konstruktywna krytyka? Zapraszam do komentowania ;)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

statystyka